Marsze Niepodległości: Cichy sojusz PiS-u ze skrajną prawicą?

Do dziś nie otrzymałam odpowiedzi (ustawowy termin na jej udzielenie to 21 dni) na wysłaną 17 marca interpelację skierowaną do Ministra Spraw Wewnętrznych w sprawie Marszu Niepodległości z 2017 r. Pytałam w niej o powody 100% niewykrywalności sprawców nawoływania do nienawiści podczas Marszu. Nawoływanie w trakcie tego wydarzenia do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych zostało potwierdzone przez Sąd, ale policja nie wykryła żadnego sprawcy.

Przypomnijmy, że prezesem stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” i jednym z głównych organizatorów tych imprez jest Robert Bąkiewicz, który kilka dni temu został zaproszony do Sejmu jako sprawozdawca obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop 447” – dążącej do „prawnego zabezpieczenia polskiego majątku narodowego przed roszczeniami międzynarodowych organizacji żydowskich”.

Gdyby policja i prokuratura właściwie zajęły się łamaniem prawa podczas marszy Niepodległości, pan Bąkiewicz zapewne nie mógłby się tak łatwo pojawić w polskim parlamencie, by prezentować swoje de facto antysemickie poglądy. A jednak zarówno on, jak koordynowany przez niego ruch pozostaje bezkarny, ciesząc się tolerancją i cichym wsparciem władzy.

Rozumiem, że władzom może być tym trudniej odnieść się do zawartych przeze mnie w interpelacji pytań, że były one niezwykle konkretne.

Policja na zlecenie Prokuratury miała odszukać sprawców na podstawie licznego zgromadzonego materiału fotograficznego i filmowego. Latem 2019 Komenda Stołeczna Policji opublikowała wizerunki 23 osób, które niosły banery z symbolami neofaszystowskimi lub też „przyozdobiły” nimi ubrania, z prośbą o pomoc w identyfikacji tych osób. Ale – jak informuje Prokuratura– „publikacja wizerunków nie przyniosła oczekiwanych skutków”.

Mimo, że zgodnie z art. 256 kodeksu karnego, za udokumentowane – także w ten sposób -zachowania grozi do dwóch lat więzienia, ostatecznie Prokuratura nie postawiła zarzutów żadnemu z uczestników Marszu, 20 grudnia 2019 umarzając dochodzenie. Uzasadniając tę decyzję, rzecznik Prokuratury  stwierdził, że „sprawcy czynów zabronionych dołożyli wszelkich starań, aby skutecznie uniemożliwić ich identyfikację”.

W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że – zwłaszcza w praktyce zwalczania przez państwo przestępczości stadionowej – z powodzeniem wykorzystywane są w Polsce liczne metody pozwalające skutecznie identyfikować sprawców przestępstw na podstawie materiału fotograficznego i filmowego.

Postanowiłam więc zadać bardzo konkretne pozwalające na ustalenie, czy Policja wykorzystała wszystkie możliwe środki by zagwarantować skuteczność dochodzenia. Poprosiłam o udostępnienie informacji na temat zespołu, który je prowadził i o środkach finansowych, jakie zostały przeznaczone na jego pracę. Zapytałam. jakie metody identyfikacji zostały wykorzystane przez policję. Przytoczyłam konkretne metody identyfikacji wykorzystywane z powodzeniem w identyfikacji przestępców stadionowych: metodę pomiarową, metodę morfologiczno-porównawczą, metodę konturową, czy metodę montażową. Czy policja wykorzystała te metody?

Dlaczego wykrywalność sprawców w przypadku tego dochodzenia jest zerowa, natomiast w porównywalnych dochodzeniach dotyczących przestępczości stadionowej – w której również udział biorą zamaskowani sprawcy – można mówić o dość dużym stopniu wykrywalności?

Dlaczego sprawy dotyczące nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych są tak słabo wykrywalne? Czy to kwestia niskich priorytetów czy też są jakieś inne przyczyny tego stanu rzeczy?

Niestety jest wysoce prawdopodobne że wynika to z cichego sojuszu PiS ze skrajną prawicą.